Pierwszy katowicki InstaMeet – relacja

Kilka dni temu postanowiłam iść krok naprzód i spróbować czegoś nowego w mojej przygodzie z fotografią mobilną. Zdecydowałam się na pierwszy, nieoficjalny katowicki Mini-InstaMeet, żeby sprawdzić z jakim zainteresowaniem spotka się moja inicjatywa. Na swoim profilu zamieściłam krótkie ogłoszenie, informujące, że szukam osób chętnych na wspólne robienie zdjęć w najbliższą środę. Odezwały się trzy (z czego jednej akurat nie pasował termin), a na samym spotkaniu była nas czwórka. Czy jestem zadowolona?

Pogoda na zamówienie: Poproszę więcej słońca!

Nie można było wyobrazić sobie gorszej pogody na robienie zdjęć. Tuż po przebudzeniu z markotną miną spojrzałam w okno – padał deszcz i nie zapowiadało się na jakąkolwiek poprawę pogody. Mówi się jednak, że nadzieja umiera ostatnia, tak więc i w moim przypadku powiedzenie się sprawdziło. Chciałam w jakikolwiek sposób wziąć sprawy w swoje ręce (zabawne, wiem), więc… uruchomiłam przeglądarkę internetową i wklepałam frazę „Katowice pogoda”. Niezawodny Wujek Google pokazał mi, że w godzinach planowanego spotkania już nie będzie padało – cóż za ulga.

I nie padało, owszem, ale wiatr był tak silny, że w pewnym momencie jeden z uczestników InstaMeetu zgubił czapkę. Na szczęście to była tylko chwilowa strata, ale wyobraź sobie porywisty wiatr, wiejący Ci prosto w twarz. Fotografia wymaga przecież poświęceń… ale można się przy tym wkurzyć porządnie.

Przystanek nr 1

Uniwersytet Śląski wbrew pozorom ma kilka budynków, które wyglądają nie najgorzej, a nawet są całkiem niezłe! Zdecydowałam, że udamy się do jednego z nich, by rozpocząć InstaMeet minimalistycznymi strzałami. Kuba i Piotrek korzystali z lustrzanek cyfrowych, natomiast ja i Maciej pozostaliśmy przy fotografii mobilnej.

 

Dwa różne spojrzenia na to samo miejsce w wykonaniu Kuby i Piotrka.

Zdecydowałam się uwiecznić tę chwilę z prostego powodu – młody mężczyzna nie korzystał ze smartphone’a, a czytał namiętnie papierowe wydanie pewnej gazety. Ten widok skłonił mnie do natychmiastowego zrobienia zdjęcia, pisząc paradoksalnie – „narzędziem pogardy”, czyli smartphone’em.

Muzeum Śląskie najlepszą inspiracją!

Po pierwszych próbach zrobienia ciekawych ujęć, udaliśmy się w stronę Muzeum Śląskiego, by obejrzeć zdecydowanie najpopularniejszą na chwilę obecną instalację Karavana pt. „Odbicie”. Zanim dotarliśmy do ogromnej, lustrzanej przestrzeni, postanowiliśmy zakupić bilety na inne wystawy i zasmakować trochę sztuki wyższej. Mi osobiście najbardziej przypadła do gustu wystawa fotografii Vladimira Birgusa, która pokazywała różne ścieżki artystyczne czeskiego fotografa na przestrzeni czterdziestu lat. Jego kadry były dla mnie nie tylko inspiracją, ale również wspaniała lekcją – mam nadzieję, że dobrze odrobiłam zadanie domowe.

Dla osób, które znają moje zamiłowanie do minimalizmu, niespodzianką nie będzie fakt, że w Muzeum Śląskim szukałam najprostszych rozwiązań. Do powyższego zdjęcia podchodziłam łącznie trzy razy – za pierwszym nie byłam zadowolona z powodu kilku detali, za drugim mój model nie miał kontrastowej odzieży (przy okazji ja sama podeszłam do niego zbyt blisko), dopiero za trzecim skorygowałam błędy z poprzednich prób i wreszcie efekt końcowy jest dla mnie satysfakcjonujący.

Każdy z nas znalazł w tym miejscu coś dla siebie i z dumą przyznaję, że powstało wiele fantastycznych kadrów (które póki co nie zostały jeszcze udostępnione, ale efekty będą na dniach). Niestety, Kubę gonił czas, więc poprosiliśmy o zrobienie pamiątkowych zdjęć przemiłego pana z szatni. Wykorzystaliśmy do tego Instaxa Kuby i mojego Polaroida.

//Jesteś ciekawy czy warto iść do Muzeum Śląskiego?  >>SPRAWDŹ<<//

Czas płynie niemiłosiernie

Kiedy nasza ekipa się zmniejszyła, ruszyliśmy w stronę Akademii Muzycznej, Biblioteki Śląskiej oraz kilku innych katowickich biurowców. Czas jednak pędzi jak szalony i na moje nieszczęście zaczęło się ściemniać. Telefon mogłam zatem schować do kieszeni… Teraz to Piotr był w swoim żywiole – uwieczniał pięknie oświetlone biurowce, które o tej porze dnia prezentowały się naprawdę wspaniale. Jestem bardzo ciekawa efektów jego pracy!

Jestem na tak!

Katowicki Mini-InstaMeet był dla mnie świetną odskocznią od codziennych obowiązków, jednak najbardziej ucieszyła mnie możliwość poznania nowych ludzi. Wspólne przemierzanie katowickich ulic, rozmowa o fotografii (i nie tylko) oraz odkrywanie znanych miejsc na nowo jest czymś, co będę chciała kontynuować i angażować w to więcej osób.

Post Author: Agnieszka