Historia pewnego kadru, czyli jak wykorzystać kałuże w fotografii mobilnej

Jeszcze do niedawna nie byłam zwolenniczką deszczowej pogody, bo w znacznym stopniu ograniczała moje, pozwolę sobie stworzyć neologizm, „fotomobilne” wojaże. No bo jaka to przyjemność robić zdjęcia, gdy rzęsisty deszcz pada Ci na głowę i nerwowo zastanawiasz się nad tym, jak uchronić swój telefon przed zamoknięciem? Nie ma w tym absolutnie nic przyjemnego, owszem, aczkolwiek paradoksalnie to poprzez fotografię mobilną przestałam narzekać na niekorzystne warunki pogodowe. Co wpłynęło na moją diametralną zmianę opinii? 

Pewnego listopadowego popołudnia, kiedy zaczynałam swoją przygodę z tym rodzajem fotografii, udałam się na rytualny spacer z czworonogiem. Rytualny, ponieważ codziennie mijałam te same budynki, ten sam ohydny i popękany asfalt, te same twarze, te same drzewa… mogłabym tak wyliczać do wieczoru. Wszystko wydawało mi się szare i monotonne, dopóki nie zwróciłam uwagi na… kałuże. Poważnie, nigdy wcześniej nie zatrzymywałam się przed co drugą kałużą tylko po to, by zobaczyć co kryje jej odbicie. Uznałabym wówczas, że zwariowałam, albo ktoś zafundował mi solidne uderzenie w czerep. Okazało się jednak, że widok odbitych w wodzie ludzi, budynków czy roślinności, nadaje zdjęciu niepowtarzalnego klimatu.

 

fotografia mobilna
„Betonowy las”, Gliwice 2016

„Betonowy las” jest moim pierwszym, „kałużowym” kadrem, dlatego mam do niego ogromny sentyment. Emocje z tamtego dnia, dotyczące powtarzalności i szarej codzienności, zdecydowałam się wyeksponować poprzez użycie jednego z czarno-białych filtrów VSCO. Całość obróciłam o 180 stopni, by uzyskać jeszcze ciekawszy efekt. Jeśli chcesz przeczytać więcej o „Betonowym lesie”, gorąco zapraszam na portal Mobiography.net, który wyróżnił tę fotografię w jednym, ze swoich cotygodniowych przeglądów >>WEJDŹ<<.

 

Jak zatem znaleźć odpowiednią kałużę? 

W deszczowej pogodzie najbardziej lubię świadomość, że za kilka dni, a być może nawet i godzin, będę mogła oddać się poszukiwaniom swojej idealnej kałuży. Polecam zwracać uwagę na wszystkie, nawet te najmniejsze, ponieważ pod odpowiednim kątem nachylenia mogą kryć w sobie zjawiskowe odbicia! Z takiej właśnie niepozornej kałuży powstał wspomniany przeze mnie „Betonowy las”. Tak naprawdę sama wartość artystyczna kałuży zależna jest od tego, jak Ty sam ją postrzegasz oraz co chcesz ukazać w swoim kadrze. Szukać możesz wszędzie – na ulicy, rynku, osiedlu, w parku, lesie czy nad jeziorem, ilość możliwości jest niezliczona!

 

Na powyższym zdjęciu widać, jaką kałużę zdecydowałam się wybrać, żeby uzyskać efekt odbicia budynku. Smartphone’a trzymałam tuż nad taflą wody i momentami zdarzało się, że dotykał jej powierzchni (w takich sytuacjach ratuje mnie etui). Aparat telefonu znajdował się bezpośrednio nad kałużą , aby więc zapobiec nieszczęśliwemu wypadkowi, urządzenie trzymałam oburącz – jedną ręką obejmowałam smartphone’a, natomiast druga służyła mi jako „statyw”, a zarazem ochrona przed kontaktem aparatu z wodą. Tym oto sposobem moja kolekcja zdjęć zyskała nowy kadr, który umieściłam niedawno na Instagramie. Gdybym jeszcze kilka miesięcy temu wiedziała, że zainteresuję się fotografią mobilną, z pewnością wybrałabym jakiś wodoodporny model telefonu (znając swoje „szczęście”).

Poniższy kadr przypomina scenę rodem z filmów science-fiction, które sama od czasu do czasu bardzo lubię obejrzeć. Kto wie, może moja fascynacja Gwiezdnymi Wojnami dała się tutaj we znaki? Odbicie, uzyskane za pomocą kałuży, sprawiło, że zdjęcie nabrało wielowymiarowości i klimatu, znanego z kosmicznych opowieści.

 

Na szczególną uwagę zasługuje moim zdaniem kadr Michała Słotwińskiego, który w stu procentach wykorzystał nie tylko potencjał kałuży, ale również i miejsca, w którym się znajdowała. Uzyskane przez niego odbicie pokazuje krakowski rynek z zupełnie innej perspektywy. Stonowana kolorystyka, dobrze uzyskana symetria i samotny, starszy mężczyzna na pierwszym planie, zmierzający prosto przed siebie, stanowią dla mnie kompozycyjny majstersztyk (więcej kadrów Michała >>WEJDŹ<<).

 

Jak widzisz – wcale nie potrzebujesz drogiego sprzętu, żeby stworzyć coś wyjątkowego. Ciekawe efekty uzyskasz, korzystając z urządzenia, którym większość ludzi robi sobie selfie!

Chociaż telefon swoją funkcjonalnością nie dorówna aparatom z najwyższej półki to i tak warto zwrócić uwagę na jedna kwestię – jego mobilność. Udokumentowanie chwili ulotnej jest teraz dosłownie w zasięgu naszej ręki, dlatego korzystajmy z możliwości, które daje nam nasz kieszonkowy aparat.

PS Nie zapomnij podzielić się ze mną swoimi ujęciami!

 

 

Post Author: Agnieszka