Lifestyle | Rozmaitości

7 grzechów głównych perfekcjonistki

1 lipca 2017

Zapewne zabrzmi to mało oryginalnie i budzić będzie skojarzenia z patetycznymi mowami motywującymi (od których osobiście stronię), ale prawda jest taka, że nikt z nas nie jest idealny (wyczuwam za to zdanie Nobla na horyzoncie). Na co dzień borykamy się z różnorakimi grzeszkami natury egzystencjalnej – często nie potrafimy znaleźć w sobie wystarczająco dużo samozaparcia oraz asertywności…

…dlatego postanowiłam podzielić się z Tobą moimi słabościami, pisząc o nich z lekkim przymrużeniem oka. Każdemu zdarza się o nie potykać i uważam, że wielką sztuką jest się do nich przyznać.

7 grzechów głównych perfekcjonistki*

  1. Lenistwo. Zaprawdę powiadam Ci, ten grzech nie bez powodu widnieje na pierwszej pozycji. Uważasz, że student, ściągający na egzaminie jest leniwy, ponieważ nie przyswoił materiału? Poznaj w takim razie superlenia, któremu nie chciało się napisać nawet ściągi. Kampania wrześniowa na szczęście mnie nie czeka, więc jeszcze na miano hiperlenia muszę sobie „zapracować” (jakkolwiek dziwnie by to słowo tutaj nie zabrzmiało). Niestety uczę się dłużej niż inni, gdyż chcę mieć wszystko perfekcyjnie opanowane, dlatego lenistwo jest moim wrogiem nr 1 i naukę zostawiam na ostatni moment.
    Wracając do sedna – wyobraź sobie, że swoje najbliższe pół roku zaplanowałeś z dokładnością godzinową, zatem – pomysł jest, chęci są, narzędzia również, ale w pewnym momencie pojawia się złowieszcza myśl „kurczę, nie chce mi się”. Gorzej może być już tylko wtedy, gdy dodajesz „i tak nie dam rady”.
  2. Brak wiary w siebie. Odważni ludzie mają łatwiej, ponieważ nie boją się tzw. „głębokiej wody”. Weźmy jakiś przykład – zanim zdecyduję się iść na casting do jakiegoś talent-show, bo uwielbiam śpiewać (i robię to naprawdę dobrze), ktoś inny w tym czasie stanie się gwiazdą sceny muzycznej. Proste. W pewnych sytuacjach wyjście z cienia jest koniecznością, jednak nie każdy ma w sobie tyle pewności siebie.
  3. Pośpiech. Świat nieustannie pędzi do przodu, a w tym pędzie najlepiej dotrzymać mu tempa. Gorzej, jeśli zaliczy się spektakularny falstart, dlatego rzeczywiście warto wpierw pomyśleć, zanim coś się zrobi. Przykład z życia? Mój Instagram. Tyle zdjęć nie powinno tam się pojawić i to z naprawdę błahych powodów – złe wykadrowanie czy niesatysfakcjonująca mnie obróbka (bo zawsze mogłam zrobić coś lepiej). Przez pośpiech jednak pojawia się coś niefajnego, co zwykle nazywam bylejakością.
  4. Rozkojarzenie. Są takie dni, kiedy nie potrafię skupić się na jednej rzeczy mimo szczerych chęci. Dlaczego? Ponieważ myślę o wszystkim innym, tylko nie o tym, o czym powinnam. Prawdziwe combo zaliczam wtedy, kiedy kontempluję nad kilkoma rzeczami naraz. Czy może być gorzej? Owszem, zawsze może. Czy to w trakcie dyskusji, czy też nawet pisania jakiegoś tekstu, zdarza mi się pomyśleć o czymś niezwiązanym z tematyką i wpleść to w konwersację/powstający tekst. Mam nadzieję, że moja praca magisterska nie będzie miała takich „bonusów”.
  5. Zaległości. Kiedy podejmuję się czegoś nowego i wiem, że zaczynam całkowicie od zera, najbardziej trapią mnie moje zaległości i świadomość, że o wielu rzeczach nie mam pojęcia. Przykładem może być moja niedawno rozpoczęta przygoda z fotografią mobilną typu flat lay >>SPRAWDŹ<< – pomimo starań wiem, iż czeka mnie długa droga do osiągnięcia perfekcji.
  6. Wymagania. Nieważne, czego się podejmuję, lubię mieć wszystko zrobione idealnie. Słowo „dobrze” rzadko kiedy mnie satysfakcjonuje. Dotyczy to szczególnie pracy w grupie, kiedy, chcąc nie chcąc, jestem zmuszona do kompromisów. Kompromis to bezdyskusyjnie najbezpieczniejsze wyjście, ale czy najlepsze?
  7. Humorki. Tutaj zaczyna się prawdziwa karuzela śmiechu. Wyobraź sobie, że siedzisz ze mną w ławce na zajęciach. Zerkasz kątem oka na mój obszar roboczy – zeszyt, długopis i smartphone leżą równolegle względem siebie. Jeśli złośliwie przesuniesz o milimetr chociaż jeden z tych elementów – jestem wściekła. Tak samo, gdy nic mi nie wychodzi – notatki są krzywo napisane, kolejny fatalny kadr ląduje w koszu czy niesforne kosmyki burzą moją codzienną fryzurę.

*Perfekcjonistka ze mnie nieperfekcyjna, ale wiele osób mnie za taką właśnie uważa.